6 grudnia – Cabalgata de los Reyes Magos

co robic w hiszpanii-005Cabalgata de los Reyes Magos

Hiszpania, podobnie jak Polska to kraj katolicki. Obserwując jednak zjawiska religijne dokładniej można pokusić się o stwierdzenie, że wspólna jest tylko Biblia i zwierzchnictwo stolicy Piotrowej.
Hiszpanie, dobrze doświetleni promieniami słońca, nawodnieni winem i piwem, wszystkie wydarzenia biorą lekko i radośnie. Tym bardziej jeśli impreza świąteczna dotyczy rozdawania prezentów.
Wigilia Bożego Narodzenia jest ważnym wydarzeniem, jednak to nie tego dnia dzieci warują pod choinkami. W Hiszpanii takim dniem jest wieczór trzech króli (Reyes Magos). Z tej okazji można spodziewać się dużej, kolorowej, roztańczonej fiesty ulicznej.
Zabawa więcej ma wspólnego z brazylijskim karnawałem, niż pochmurnym, środkowoeuropejskim smęceniem. Kolorowe karoce przeciskają się przez wąskie uliczki a poprzebierane dzieci (i dorośli) rzucają zabawki i cukierki w tłum.

Kolorowy zawrót głowy

Cabalgata reyes magos nie jest przygotowywana po łebkach. Przygotowania trwają miesiącami, budowa wielkich karoc, stroje i cała organizacja są w głównej mierze przygotowywane charytatywnie. Powstają lokalne stowarzyszenia, które przejmują stery organizacji tego wydarzenia.
Można być niezmiernie zdziwionym skąd, w tych nieco sennych, białych miasteczkach pojawia się nagle taki tłum ludzi. Wygląda to jak celowa repatriacja ludności pod kątem kolejnej fiesty.
Choć symbolizujący legendarnych trzech króli woluntariusze kierują swoje dary do dzieci, to na ulicach można spotkać wszystkie pokolenia. W tym można od razu dostrzec specjalny dar południowców. Wspaniale bawią się wszyscy razem. Bardzo energetyzujący widok.
co robic w hiszpanii-Jednak niemal każda idea, choć sięga w swych założeniach nieba ma swe podstawy u samego bruku. Niezależnie od tego, jak radośnie coś by nie było zorganizowane, element ludzkiej pazerności niestety objawia się  fałszywym tonem w tej muzyce.
Tanie piłki, balony, sponsorowane przez różne instytucje słodycze, są nachalnie przechwytywane przez „zaradnych” tubylców, niczym napoje gazowane przez Chytrą Babę z Radomia. Część oczywiście dolatuje do dzieci i zabawa trwa, ale przebiegający z wielkimi worami na śmiecie, rozpychający się łowcy darmochy, aż proszą się o klapsa.
Tu nie ma wytłumaczenia w kryzysie, bo chińskimi piłkami się nie najedzą, a i cukierki nie stanowią podstawy dobrego wyżywienia. To smutne zjawisko coraz tańszego tracenia godności w obliczu darmowego rozdawania czegokolwiek. Na szczęście władze lokalne zdają sobie chyba sprawę z takich realiów i słodycze zostały przygotowane w olbrzymiej ilości idącej w tony.
Ten proceder walki o zabawki i cukierki nie jest w stanie przyćmić blasku i zagłuszyć muzyki. Fiesta to fiesta – Hiszpanie to wiedzą doskonale.

My się bawiliśmy tak :

Podziel się na:
  • Print
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter