El Caminito del Rey – ścieżka króla znowu otwarta

caminito del rey
ścieżka króla, el caminito del rey

Napiszę tak, byłem widziałem i jestem zachwycony. Wspaniała atrakcja turystyczna znowu dostępna dla zwiedzających. Tym razem nie trzeba zabierać lin i całego szpeju potrzebnego do wspinaczki. Nakładem 7 mln euro odbudowano trasę. Jest bezpieczna i dostępna dla średnio sprawnych osób.

Ponad 7 kilometrów zapierającej dech w piersiach trasy widokowej. Jeśli się wpadło do Andaluzji to El Caminito del Rey jest jednym z ważniejszych elementów turystyki aktywnej, którego przegapić nie można.

Na razie wejście na trasę jest bezpłatne, choć nie jest takie proste. Trzeba zaklepać sobie wycieczkę przez internet ale…No właśnie, zawsze jakieś ale. Ponieważ jest za darmo to jest wielu amatorów kwaśnych jabłek. Do końca Sierpnia jest zaklepany każdy termin.
Sytuacja wydaje się niemal bez wyjścia (bez wejścia). Mały, nadęty okularnik, który wydaje kaski na trasę i sprawdza wydrukowane potwierdzenia wysłał naszą kameralną ekipę filmową do hotelu, w którym takie rezerwacje można sobie załatwić. I faktycznie tak też było, za 25 jurków (euro) można sobie wykupić voucher na konsumpcję w restauracji tegoż hotelu, wtedy gratis otrzymamy rezerwację. Rezerwacja działa, bo trasę przeszliśmy. Restauracja zaś daje naprawdę wypasione jedzenie. Na razie sprawdziliśmy antrykoty wielkości kółka od dziecięcego roweru. Były super.

Trasa nie jest nadmiernie skomplikowana. Niekiedy jest dość wąsko, no ale takie życie. Być może dlatego nie wolno zabierać ze sobą statywów. Można by się zastanowić też nad smartfonami bo zatory się robiły, gdy ktoś czekał na gotowość aplikacji do zrobienia zdjęcia. Oczywiście trzymając swój telefon, trzeba stanąć na szeroko rozstawionych nogach na samym środku najwęższego przejścia – jeśli jest się rdzennym Hiszpanem. Jeśli grupa ma ochotę porozmawiać, to obowiązkowo w przesmyku blokując przejście innym turystom. No taki klimat w Hiszpanii mamy i trzeba się do tego przyzwyczaić.

Na razie trasa nie jest przelotowa, idzie się z północy na południe a potem wraca. Czyli trzeba się przygotować na jakieś 4 godziny marszu. Da się ciut zmęczyć, oj da. Ale widoki, po prostu rewelacja. Jeśli ktoś nie zna historii tej trasy, to w skrócie wygląda ona tak.

Trzeba było zbudować tamę do elektrowni wodnej. Tama miała powstać bardzo trudno dostępnym miejscu. Przez kilka lat budowano więc trasę, po której robotnicy mogliby dostarczyć materiały. Ponieważ było to na początku XX wieku to śmigłowce nie wchodziły w rachubę. Bardziej taczki i wory ;). No i zbudowano ścieżkę, która pnie się po pionowych urwiskach wąwozu. Dzięki tej trasie, dzięki wykuciu w skałach tuneli, którymi mogła pojechać kolej – było możliwie zbudowanie tamy i elektrowni.

Na otwarcie tamy ścieżką tą, per pedes, kopsnął się król Hiszpanii Alfonso XIII i od 1921 roku przyjęła się nazwa „ścieżka króla”.

Niestety firma, która miała zakontraktowane stworzenie tej trasy, nie miała wytycznych na długowieczność ich konstrukcji. Wszystko zaczęło się sypać. Zaczęły spadać niektóre podesty. Zrobiło się dość niebezpiecznie. Pechowcy zaczęli losować swojego pecha właśnie na tej trasie. No i władze zamknęły ją. Można było jeszcze się wspinać. Powolutku z El Caminito del Rey stało się Mekką wspinaczkową. Bardzo wiele tras jest dobrze uzbrojonych. Widać też, że nadal sobie trenują pomimo otwarcia trasy.

Niebawem będzie tu także link do filmu, który nakręciliśmy.

Podziel się na:
  • Print
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter