Jednak nie będziemy w telewizji – dobrze zrobiliśmy?

Znana stacja telewizyjna zwróciła się do nas z propozycją wzięcia udziału w nowym programie o Polakach, którzy odnieśli sukces za granicą. M.in. napisali „Chcemy pokazać sylwetki wybranych bohaterów, którzy osiągnęli sukces za granicą. Naszym celem jest wywołanie u widza poczucia dumy narodowej oraz przedstawienie postaci w sposób inspirujący.” Na miejsce miałaby przyjechać 8-osobowa ekipa filmowa i uwieczniać naszą działalność. Chcieliby również z nami skoczyć 😉

Przeanalizowaliśmy propozycję i zdecydowaliśmy, że nie. Jeśli ktoś ma ochotę przeczytać, jak to umotywowaliśmy, poniżej fragment:

Wydaje się nam jednak, że nie bardzo pasujemy do Waszego pomysłu. Nasz pomysł jest trochę inny  i na podstwie pytań, które formułujecie i tego, jak to miałby wyglądać, nie czujemy się, że odpowiadałoby to naszemu wizerunkowi. Tworzymy tutaj specyficzną społeczność, nie jesteśmy typową rodziną, która robi zwariowane rzeczy, a na codzień zasiada do rodzinnego stołu. Nasz stół co chwila rozszerza się, albo zmniejsza, co chwila zmieniaja się biesiadnicy, zmieniają się pomysły, codziennie uczymy się nowych rzeczy, podejmujemy też decyzje, które czasem są nietrafione. Wydaje mi się, że na pytania o szczęście i sukces nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć i zagrać w tym programie w taki sposób, żeby Was to satysfakcjonowało. Z pewnością nie będziemy przykładem dla innych rodzin, jak można odnieść sukces zagranicą, bo do tego przede wszystkim jest wymagana ogromna odwaga i poczucie odpowiedzialności.
Co innego wyjechać samemu, ustatkować się i ściągnąć rodzinę, co innego – jak w naszym przypadku – sprzedać wszystko i wyjechać w dużym stopniu w nieznane z jedną kopertą banknotów 50 euro – busem z przyczepą i dwójką dzieci w wieku szkolnym, bez znajomości języka. Mamy bardzo duży szacunek  do losu i  z dużą powagą podchodzimy do tego, co robimy, do wszystkich naszych gości, ich historii, wzlotów i upadków.
Jesteśmy takim miejscem trochę kameralnym, chociaż wszystko o nas niby wiadomo na portalach i stronach, to prawdziwa atmosfera panuje tutaj i jest nie do opisania, ani do sfilmowania.

Chyba wolelibyśmy pozostać w sferze opowieści przekazywanych sobie drogą ustną i polecania sobie nawzajem przyjazdów do polskiej bazy czy to na kurs spadochronowy, czy też aby po prostu pobyć i gadać z nami godzinami, jak również z przypadkowo spotkanymi na miejscu ziomalami emigrantami rozsianymi po całej Europie, z którymi po pierwszym wieczorze typu ice-breaker, nazywany przez nas żartobliwie wieczorkiem AA, od siedzenia w kręgu, czujesz że się znasz od zawsze.
Nie traktujemy udziału w programie jako formy reklamy, nie tędy poszukujemy „klientów”, chociaż trudno nazwać grubiańsko klientami ludzi, którzy śpią w Twoim domu, z którymi jesteś na codzień, których wpuszczasz do kuchni i swojej łazienki, a potem  zabierasz na 5000 m na skoki ze spadochronem, biorąc odpowiedzialność za ich życie i którzy stają się potem Twoimi przyjaciółmi. Wydaje im się, że kupują kurs z zakwaterowaniem, a kupują de facto ogromną porcję energii, uwagi, szczerego zainteresowania ich życiem, tym kim są i co w nich jest super. Kiedyś tak było na koloniach, obozach, dorośli raczej czują się na początku skrępowani nie mając do dyspozycji jedynki z łazienką, albo para dzieli pokój jeszcze z kimś. A potem wyjeżdżają zostawiając podręczne rzeczy, bo i tak za parę miesięcy wrócą „na terapię”.
Nakręcenie materiału w taki sposób, który odpowiadałby charakterystyce naszej działalności, wydaje się niemożliwy bez poświęcenia Wam przez nas identycznie sporej ilości czasu, energii i uwagi.
Tak więc bardzo dziękujemy za zainteresowanie polską bazą. Będziemy ją rozbudowywać, rozwijać naszą wiedzę, aby dawać ludziom odreagowanie i disconnect. I na razie niech tak zostanie.
Pozdrawiamy serdecznie
Ula i Iwan
Podziel się na:
  • Print
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter