Kto przynosi prezenty w Hiszpanii? Cabalgata innym okiem

Na pewno nie Mikołaj, ale czy idea aby się nie wypaczyła?

Hiszpanie wierzą w Trzech Króli. Jakoś to ma większy sens niż pomysł reklamowy koncernu Coca-cola. Jako że my nie jesteśmy szczególnie religijni, traktujemy sprawy inaczej, niż wyznanie wiary. W skrócie, co roku 5 grudnia przez większość miast i pueblos  przejeżdżają wcześniej przygotowywane tygodniami, korowody ciągniętych przez traktory i duże samochody tematycznych i niesamowicie kolorowych karoc. Przebrani również tematycznie pasażerowie tych powozów pozdrawiają wiwatujący tłum, rzucając w tłum cukierki i drobne podarki.
Oryginalnie idea wywodzi się z końca XIX wieku i Granady, gdzie pewna grupa teatralna postanowiła z corocznych przedstawień  Reyes Magos (Trzech Króli) uczynić coś dobrego i w ten sposób zebrać od bogatszych środki na prezenty i same prezenty dla ubogich dzieci. Idea chwyciła i tak w Sevilli na przykład, pierwsza Cabalgata de los Reyes Magos odbyła się w 1918 roku.
Z czasem impreza wyewoluowała w coraz bogatsze i bardziej spektakularne wydarzenie. Przygotowania trwają miesiącami, na stroje i ozdoby wydaje się mnóstwo pieniędzy, policja pomaga w przebazowaniu karoc na miejsce startu, kontrolując ruch, a na miejsce w karocy trzeba zapisywać się z wyprzedzeniem. I nie jest to tanie. Teoretycznie oczywiście zbiera się fundusze na rzucane z karoc prezenciki. Każde szanujące się miasteczko ma swoją cabalgatę, a 5.12 można być pewnym korków i zamkniętych ulic, brak miejsc do parkowania w okolicy przejazdu cabalgaty, jak również wszechobecnego tłumu czyhającej na prezenty gawiedzi.
W swoim założeniu cel szczytny i wykonanie rzeczywiście dające biedniejszym dzieciakom mnóstwo radości. Obecnie jednak przekształciła się w prawdziwie komercyjne wydarzenie roku. W czasach, gdzie rozdział społeczny jest ogromny – po jednej stronie mamy dzieciaki, które mają wszystko i dostają prezenty co chwila, nie tylko raz w roku. Po drugiej jest faktyczna bieda, wynikająca z różnych przyczyn, często po prostu bierności i apatii niewykształconych rodzin wielodzietnych, którym brakuje wszystkiego i widok takiego przepychu jeszcze bardziej dołuje i pogłębia frustrację.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Widząc na własne oczy owo wydarzenie i nie będąc Hiszpanami, wychowanymi w tej tradycji, kształtuje się nam zdanie nieco mieszane. Po jednej stronie rzeczywiście fajny spektakl, ale …. też niesamowite marnotrawstwo pieniędzy na jednorazowy przejazd jednego wieczoru w roku, niesamowite marnotrawstwo energii ludzkiej na przygotowanie tego wszystkiego, stroje, makijaże, akcesoria. W dobie uchodźców, cięć budżetowych, bezrobocia, organizacji humanitarnych cierpiących na niedofinansowanie…. Po drugiej ludzie, którzy faktycznie zaczynają zachowywać się jak wiwatujący poddani. Przebrani i umalowani królowie rzucają plebsowi prezenty, plebs pomiędzy pozdrowieniami walczy na pięści o przechwycenie prezentów i zebranie jak największej ilości cukierków. Jakaś nietania rozrywka dla plebsu, walka o kiczowate darmowe gratisy od chińczyka, wybieranie się na cabalgatę z torbami jak na targ. I to jest chrześcijański przekaz?
Byliśmy w miare blisko z młodym jeszcze wtedy mniejszym, na „barana”.  W momencie rzucania prezentów mało nie zostaliśmy stratowani przez  dorosłych ludzi, często o mocno opalonej karnacji. Wyrostek obok zebrał 5 jednakowych piłek. Na moją prośbę, żeby dał dziecku jedną, popatrzył się na mnie jak na idiotkę i zniknął w tłumie. Dobrze, że nasza starsza córka z zacięciem godnym większej sprawy upolowała coś dla brata, bo był już mocno przerażony tym, co sie działo.
Obserwowaliśmy ubrane jak księżniczki małe dziewczynki, jadące karocami. Cóż, wymalowane, wyfiokowane, z pewnością mogły poczuć się jak księżniczki, którymi nigdy nie będą. Dorośli ludzie wiwatujący i pozdrawiający, a te siedzą z miną zacną i poważną, z łaskawością obdarowujące swój lud garścią cukierków. Na przyszłość klientki dla psychologów na bank. A Wy jakie macie na ten temat zdanie?

Co nie zostanie zebrane, na drugi dzień, zgarniają śmieciarki….

A tu filmik z okna znajomego w pueblo Villanueva, z zeszłego roku

Podziel się na:
  • Print
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter